Wyobraź sobie grę głęboką, złożoną i pełną wyzwań, a jednocześnie przyjazną początkującym graczom do tego stopnia, że dadzą opanować jej podstawy w chwilę.

Wyobraź sobie grę, przy której możesz się bawić ledwie parę minut i bawić się dobrze, albo zamknąć się z nią na kilka godzin i nawet nie zauważyć, kiedy ten czas zleciał.

Wyobraź sobie grę, która może jednocześnie zająć cztery osoby, począwszy od absolutnego wymiatacza, na żółtodziobie skończywszy – i wszyscy oni będą się świetnie bawić.

Wyobraź sobie grę, w którą grasz być może już kilka lat, a która wciąż da radę cię zaskoczyć, przyprawić ci banana na twarzy i może nawet szczękę w dół pociągnąć.

Wyobraź sobie... albo zagraj w Guitar Hero: Metallica, prawdopodobnie najlepszą odsłonę serii Guitar Hero, jaka dotychczas powstała. Grę, która daje graczom do rąk instrument, stawia ich na scenie i każe odegrać największe przeboje, jakich ludzkość się dorobiła od czasu skonstruowania gitary elektrycznej. A chwilę później okazuje się, że jeden lepiej, drugi gorzej, ale każdy to potrafi.

Technicznie rzecz ujmując, mamy do czynienia z wariacją na temat Guitar Hero: World Tour – tak samo jak w pierwowzorze grać możemy na gitarze prowadzącej i basowej oraz na perkusji, a także przyprawiać utworom własny wokal z pomocą mikrofonu. Tak samo mamy do dyspozycji nie tylko możliwość odegrania wybranego kawałka, lecz również rozbudowany tryb kariery, studio nagraniowe i specjalistyczny tracker dla wymagających. Różnica tkwi w repertuarze.

Guitar Hero: Metallica oferuje graczom prawie 50 utworów, wszystkie w oryginalnych wykonaniach (tak jest, żadnych coverów!), z czego 28 to hity Metalliki pokrywające bodaj całe spektrum jej albumów, a 21 to kompozycje zespołów, specjalnie wybranych przez band na tę okazję.

Podczas ich odgrywania widzimy sceny, na których Metallica dawała koncerty, widzimy szalejących po nich członków zespołu – Larsa Ulricha, Jamesa Hetfielda, Kirka Hammetta oraz Roberta Trujillo – w ich mo-capowych postaciach. A wszyscy oni rzeczywiście grają ten kawałek, przy którym gracz im niejako pomaga – nie ma udawania, nie ma markowanych ruchów, które dawały się we znaki w poprzednich częściach Guitar Hero. Są za to gesty i zachowania, do których Metallica przez lata swoich fanów sukcesywnie przyzwyczajała.

Utwory Metalliki nigdy do najkrótszych nie należały i podobnie rzecz ma się tutaj, ale co najważniejsze, na potrzeby gry ścieżki zostały przygotowane niezwykle pieczołowicie – zwyczajnie przyjemnie się je odgrywa. Ba, można się w nich nawet zatracić. I to jest piękne.

Pięć oferowanych przez grę poziomów trudności pokrywa olbrzymie spektrum potrzeb i możliwości graczy. Nie ma tu znanej z Guitar Hero III sytuacji, w której poziom łatwy jest łatwy, a poziom średni jest już trudny. W GHM można zacząć od podstaw i powolutku piąć się w górę w miarę swoich umiejętności i w miarę czasu, jaki na naukę można przeznaczyć.

Przede wszystkim mamy jednak do czynienia z grą „fanów dla fanów”. Stąd Guitar Hero: Metallica zawiera niebagatelny zestaw bonusów związanych z twórczością i z koncertami Metalliki. Wśród nich znajdziemy Metallifacts – jest to coś na kształt encyklopedii, z tym tylko zastrzeżeniem, że nie jest ona nudna. Odpalamy wybrany hit, a gra odgrywa go bez naszego udziału, prezentując jednocześnie informacje i ciekawostki tak o samym zespole, jak i o danym utworze. Miłe. Ładne. I zapada w pamięć. Obok Metallifacts dostajemy jeszcze sporych rozmiarów kolekcje plakatów, grafik, tekstów piosenek, nawet filmów video z występów zespołu.

To wszystko razem zebrane tworzy piękny hołd złożony jednemu z największych zespołów naszych czasów, grupie, która wprowadziła Heavy Metal pod strzechy, a to był dopiero początek jej dzieła. O tej grze będziemy długo pamiętać. Tak jak o Metallice.

Platformy: Sony PlayStation 3 · Microsoft Xbox 360 · Sony PlayStation 2 · Nintendo Wii